Bezdomni szturmują stołeczne lecznice
Zmarznięci bezdomni trafiają do szpitali ze złamaniami kończyn i urazami głowy. Ich leczenie kosztuje placówki miliony złotych.
Przychodzą najczęściej z różnego rodzaju urazami, po pobiciach i awanturach: ze złamaniami kończyn czy uszkodzeniami twarzy – wylicza Katarzyna Maroń, zastępca dyrektora ds. współpracy z NFZ i Ośrodkami Ochrony Zdrowia w szpitalu klinicznym przy ul. Lindleya.
Do tej placówki najchętniej zgłaszają się osoby zamieszkujące okolice Dworca Centralnego. – Średnio przyjmujemy 20 bezdomnych miesięcznie. Teraz tylu pacjentów leczymy zaledwie w ciągu dwóch tygodni. A będzie ich jeszcze więcej, bo...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)