Piknik Oświęcim
Co byśmy powiedzieli Żydom protestującym przed teatrem, w którym wystawiano by komedię o Zagładzie? Czy podobną miarę zastosujemy do katolików, dla których zderzenie słowa „piknik" z Golgotą jest jak obracanie noża w posypanej solą ranie? – pyta publicysta.
Zastanawiałem się w związku z ostatnią dyskusją nad granicą wolności w sztuce. Myślę na przykład, że mało kto by się nie zgodził, że najlepsza nawet sztuka, która robiłaby sobie żarty z przemocy wobec kobiet i oswajałaby z nią widzów (że niby to śmieszne walić babę po pysku, że to nawet często wychodzi na dobre), byłaby nie do przyjęcia. Najlepszy nawet reżyser wraz ze znakomitym scenarzystą spotkaliby się prawdopodobnie z gwałtownymi protestami kobiet, feministek, ale też moimi i wielu innych mężczyzn. Powstawałyby petycje do premiera i prezydenta o zdjęcie takiej sztuki z afisza.
Podobnie mogłoby być...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
