Świat widzi w Europie źródło problemów
Czy jesteśmy jako producenci, eksporterzy i finansiści przygotowani na scenariusz przedłużającej się stagnacji na Starym Kontynencie?
Przeglądając moje archiwa przy okazji przeprowadzki z Nowego Jorku do Warszawy, trafiłem na mój tekst z 2011 r. poświęcony stanowi globalnej gospodarki. Uderzyło mnie, jak bardzo aktualne pozostały niektóre fragmenty, choć minęły już trzy lata. Nie, nie chcę się prezentować jako autor ponadczasowych prawd o światowej gospodarce. Chodzi mi tylko o podkreślenie tego, że pewne kwestie – kluczowe dla rozwoju gospodarczego Polski i Europy – pozostały bez zmian.
Europa z jej narodowymi rządami i bankami była i jest najczęściej wymienianym w USA pretekstem do snucia czarnych scenariuszy. Pod koniec 2011 r., gdy przez miasta na Starym Kontynencie przetoczyła się fala gwałtownych demonstracji przeciwko zaciskaniu pasa, amerykańscy analitycy wskazywali (i nadal wskazują), że gdy Ameryka powoli się stabilizuje, korzystając z programu ilościowego luzowania, Europa i jej instytucje finansowe pogrążają się w kryzysie. Najnowsze dostępne dane pokazują 4–5-proc. tempo wzrostu PKB w minionych kwartałach w Stanach i tylko 1 proc. w strefie euro.
Wygląda na to, że 2015 r. też nie będzie dla naszej części świata łatwy. Możliwe zawirowania po zwycięstwie...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta