Wejście smoka – otwarcie na Chiny czy sinofobia?
Grzegorz W. Kołodko Gdy kapitał duński albo niemiecki dopływa na Słowację albo do Polski, są to pożądane bezpośrednie inwestycje zagraniczne, a gdy kapitał chiński dopływa do Hiszpanii albo Szwecji, jest to „wykupywanie europejskich firm"? – pyta ekonomista.
Chińska droga do rozwiniętej gospodarki ma swoją bogatą i złożoną historię. Na krótkiej ścieżce czasu kreśli się ją zazwyczaj od otwarcia na globalizację i sprzęgniętych z nią liberalnych reform gospodarczych Deng Xiaopinga. Jego słynne zdanie: „Nieważne, czy kot jest czarny czy biały. Ważne, aby łowił myszy" – to zaiste kwintesencja pragmatyzmu, który przyświeca chińskim reformom rynkowym minionych czterech dekad.
Historia kołem się toczy
Na ścieżce jeszcze krótszej to zmiana narracji za rządów Xi Jinpinga, chińskiego przywódcy od 2012 roku. O ile Deng zalecał pokorę i orientację przede wszystkim wewnętrzną, mówiąc jeszcze w 1990 roku: „ukrywaj swoją siłę i czekaj na swój czas", o tyle Xi sądzi, że już tego czasu doczekał i lansuje „chińskie marzenie" oraz ekonomiczną i polityczną ekspansję zewnętrzną, gdy powiada: „Socjalizm z chińską charakterystyką proponuje nową opcję dla innych krajów i narodów, które chcą przyspieszyć swój rozwój przy jednoczesnym zachowaniu niezależności, oraz oferuje chińską mądrość i chińskie podejście do rozwiązywania problemów stojących przed ludzkością". I już zupełnie jednoznacznie: „Czas, abyśmy zajęli centralne miejsce na świecie i wnieśli większy wkład w rozwój ludzkości".
Na bardzo długiej ścieżce przeszłości różnie to bywało; raz...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta