Polska kłótnia nad wrakiem tupolewa
Edmund Klich i Jerzy Miller – to najważniejsi polscy urzędnicy, którzy wyjaśniają przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem. Czy powinni współpracować? Oczywiście. Tyle że nie potrafią – od tygodni wymieniają się publicznie oskarżeniami. O poniżanie w obecności Rosjan, o utrudnianie dostępu do materiałów, o blokowanie współpracy z ekspertami, o brak kompetencji
Pierwszy bohater polskiej kłótni nad wrakiem tupolewa to szef MSWiA Jerzy Miller. Nie ma doświadczenia w badaniu katastrof lotniczych, ale ma w ręku potężny argument. Stoi na czele Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. To duży,
34-osobowy zespół ekspertów: specjalistów od lotnictwa, pilotów i prawników. Do komisji Millera spływają wszystkie materiały z Rosji, komisja ma swoje ekspertyzy i od miesięcy przygotowuje raport, który ma dać odpowiedź, co się stało 10 kwietnia pod Smoleńskiem.
Drugi bohater to Edmund Klich, były pilot instruktor, specjalista od bezpieczeństwa lotów, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Klich był akredytowanym przedstawicielem Polski przy rosyjskim MAK. Dzięki temu niemal przez cały czas mógł patrzeć Rosjanom na ręce. Miał dostęp do unikalnych materiałów: brał udział w rozmowach z kontrolerami lotów tuż po katastrofie, jako jeden z pierwszych miał dostęp do wraku. Słuchał relacji naocznych świadków, przeglądał tysiące stron rosyjskich dokumentów, poznał treść rozmów ludzi, którzy 10 kwietnia znajdowali się w wieży lotniska Siewiernyj, widział symulację katastrofy przygotowaną przez Rosjan na ekranie komputera. Kto w Polsce ma większą wiedzę niż on? Nikt.
Wydawało się, że Klich i komisja Millera mają obowiązek współpracować ze...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta