Polacy dostają za mało konkretów
W debatach na Wyspach kandydaci spierają się o gospodarkę. Polskie spory wykluczają część społeczeństwa.
W czwartek Brytyjczycy wybiorą parlament. Polacy w niedzielę pójdą do urn, by wybrać prezydenta. O poziomie debaty publicznej podczas kampanii wyborczych w Polsce i Wielkiej Brytanii rozmawiamy z Pawlem Swidlickim i Jakubem Krupą. Pierwszy jest Anglikiem o polskich korzeniach, analitykiem think tanku Open Europe. Drugi to specjalista ds. public relations, Polak mieszkający na Wyspach.
"Rzeczpospolita": Telewizyjne debaty przedwyborcze w obu krajach łączył wystrój studia. A co różniło?
Pawel Swidlicki: Premier David Cameron – podobnie jak prezydent Bronisław Komorowski – nie chciał brać udziału w debacie. Nie było jednak pewne, czy telewizje nie przygotują dla niego miejsca. Był w tej sprawie duży spór i dużo dywagowano. Myślę, że to skłoniło Camerona, by jednak pojawić się w studiu. Ale spośród wielu debat różnego formatu wziął udział tylko w jednym starciu z rywalami.
Jakub Krupa: W Wielkiej Brytanii liczba tych debat sprawia, że przeciętny wyborca może mieć poczucie, że partyjni liderzy zostali „przemaglowani". Obywatel ma wyrobić sobie zdanie i takie uniki jak w Polsce...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

