Nie podoba się pisowiec, będzie rządzić narodowiec
Kapłani antypisowskiej krucjaty mogą jej jeszcze kiedyś gorzko pożałować – pisze publicysta.
Wszystkie ręce na pokład! Wysadzić ze stołków rząd, rozpędzić Sejm, przywrócić stary porządek! A o co chodzi? No niby o ustawy uchwalane właśnie przez parlament. Jedna straszniejsza od drugiej. O Trybunale Konstytucyjnym niekonstytucyjna, o służbie cywilnej partyjniacka, o policji opresyjna, o dopłatach dla rodzin niepotrzebna, dotująca ludzi zbędnych, zacofanych, stanowiących przeszkodę w naszym wielkim marszu do Europy.
Lecz gdy się uważniej wsłuchać w tyrady czołowych miłośników demokracji, tych zorientowanych tak bardziej intelektualnie, refleksyjnie, wyjdzie na jaw, że – wprost przeciwnie – nie chodzi wcale o, konkretnie, obecne ustawy, jądro zła kryje się bowiem nie w tym, co się w Polsce dzieje teraz, lecz w tym, co się ma dopiero stać, zagrożenie stanowią nie tyle obecne posunięcia Jarosława Kaczyńskiego, ile jego groźne i złowrogie plany, wciąż jeszcze skrzętnie skrywane przed społeczeństwem.
Ostatnie ustawy mogą się wydawać niewinne. Rzecz w tym, iż to tylko preludium do nowych ustaw oraz działań, już jawnie krwiożerczych, sankcjonujących brutalną dyktaturę. Mówią o budowie pomnika – snują plany nowej Berezy Kartuskiej, w której cierpieć będą katusze bohaterscy bojownicy Komitetu Obrony Demokracji. Niby troszczą się o dzieci – myślą o tym, jak je odziać w brunatne mundury. Przebąkują o zwiększeniu armii – by posłać czołgi przeciw zwolennikom tolerancji. Faszyzm u naszych...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
