Nie taki bitcoin straszny
Waluty cyfrowe nie są pieniądzem, choć są środkiem umarzania zobowiązań. Na takiej samej zasadzie jak fidget spinnery, które można wymienić na kolekcję naklejek z pokemonami – pisze prawnik.
Waluty cyfrowe od pewnego czasu wzbudzają żywe zainteresowanie. W kręgach administracji publicznej – przynajmniej oficjalnie – mówiono o nich dotąd niewiele. Sytuacja jednak uległa zmianie. Narodowy Bank Polski i Komisja Nadzoru Finansowego niedawno zajęły precedensowe stanowisko w sprawie walut cyfrowych.
Jednym głosem
Dokument został przygotowany rzeczowo. Opatrzony klauzulą „komunikat" w założeniu jest ostrzeżeniem o ryzykach, co wynika z jego preambuły. Nawiązuje też pod względem treści do moich pionierskich publikacji poświęconych bitcoinowi w prawie polskim, ogłoszonych bez mała trzy lata temu. Odbieram to z przyjemnością. A z racji pewnego zasobu wiedzy na temat walut cyfrowych oraz zaangażowania w prace nad regulacyjnym oswojeniem tego fenomenu w polskiej rzeczywistości prawnej pozwalam sobie na zgłoszenie kilku komentarzy.
Na uwagę zasługuje całość wystąpienia. To pierwsze oficjalne stanowisko dotyczące walut cyfrowych, w dodatku – co należy wydatnie podkreślić – zredagowane wspólnie przez bank centralny oraz centralny organ administracji publicznej. Z pewnością może wpłynąć na dalsze kierunki procesów legislacyjnych oraz praktykę życia gospodarczego. Niepotrzebnie jednak zostało zredagowane w zbyt zachowawczym tonie, hołdując zresztą przebrzmiałej terminologii. W istocie mamy bowiem do czynienia z walutami cyfrowymi, a nie – jak to powiedziano – z...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta