Le Pen: kampania z bransoletką
Orzeczenie sądu w Paryżu w sprawie defraudacji środków europejskich pozwala liderce skrajnej prawicy startować w wyborach prezydenckich w 2027 r. Ale musi prowadzić kampanię pod dozorem elektronicznym.
W ostatnich dniach Le Pen wielokrotnie powtarzała, że nie podejmie walki o Pałac Prezydencki, będąc pod kontrolą wymiaru sprawiedliwości. Chodzi nie tylko o to, że wielu Francuzów nie zdecydowałoby się na powierzenie najwyższego urzędu w państwie osobie odbywającej karę za przestępstwo kryminalne, ale także o względy praktyczne. Walka o głosy wymaga ciągłych podróży po kraju i swobody działania. A to niemożliwe przy objęciu nadzorem elektronicznym.
Czy jednak Marine Le Pen nie zmieni zdania? Od 1988 r. w każdych wyborach prezydenckich uczestniczył kandydat o nazwisku Le Pen: najpierw Jean-Marie, potem jego córka. Rezygnacja z udziału w tej rywalizacji zamknęłaby liderce skrajnej prawicy cztery dekady walki politycznej.
Sąd wydał wyrok salomonowy. Najważniejsze: skrócił z 5 lat do 45 miesięcy zakaz sprawowania urzędów publicznych. Z tego jednak aż 30 miesięcy to zakaz w zawieszeniu. A pozostałe 15 miesięcy kary Le Pen już odbyła (czas biegł od skazania w sądzie niższej instancji). Mimo więc dodatkowej kary 100 tys. euro oraz roku ograniczenia wolności (poprzez noszenie bransolety elektronicznej) wymiar sprawiedliwości uwolnił się od zarzutu, że to sędziowie zamiast wyborców zdecydują o przyszłości politycznej kraju. Jednocześnie wspomniane ograniczenie wolności oznacza respektowanie podstawowej zasady...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
