Cios, który nie boli
Niby na igrzyskach Rosjan nie ma, a jednak są wszędzie. Zmienili szyld i dalej robią swoje. Więcej medali zdobyli tylko Amerykanie, Japończycy i Chińczycy.
Nie mogą nazywać się Rosjanami, ale startują jako sportowcy Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego. Dostali zakaz używania własnej flagi i podczas ceremonii otwarcia maszerowali z olimpijską, więc przygotowali kolekcję strojów w narodowych barwach. Odbierając medal, nie słyszą własnego hymnu, ale zastępuje go fragment koncertu Piotra Czajkowskiego.
Miało ich na igrzyskach nie być, a nie musieli nawet wyważać drzwi – weszli szeroko otwartymi. Sito zagęściła tylko lekkoatletyczna World Athletics, która surową postawą wobec oszustów chce zmazać winy przeszłości, kiedy były szef światowej federacji Lamine Diack razem z synem i senegalskimi przyjaciółmi sprzedawał Rosjanom dopingową niewinność. Dążenie do samooczyszczenia sprawiło, że rosyjskich lekkoatletów wystartuje w Tokio tylko dziesięciu.
Rosjanie zasłużyli na ostracyzm, bo najpierw zorganizowali wspierany przez państwo...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
