Menedżer z afrykańską misją
Zostałem wybrany na prezesa, żeby korupcji i relacji plemiennych nie rozumieć, nie chcieć zrozumieć i nie akceptować – mówi polski szef Kenya Airways.
Sebastian Mikosz
Rz: Czym kierowanie linią lotniczą z Afryki różni się od kierowania LOT?
Paradoksalnie nie ma większych różnic. Lista wyzwań i tego, co jest jednocześnie szansą i potencjałem, jest dość podobna. Codziennie zaskakują mnie bardziej podobieństwa niż różnice między LOT a Kenya Airways.
Na przykład jakie?
Dokładnie taka sama flota, te same modele samolotów. Głównie boeingi, dreamlinery 737 i embraery 190.
Dreamlinery, którymi LOT się szczyci, są w składzie linii z Afryki?
Tak. W Kenya Airways mamy ich dziewięć. W LOT mają osiem i trzy kolejne zamówione. Kenya Airways przewożą ponad 4 mln pasażerów rocznie, 85 proc. tego co LOT, i przechodzą głęboką restrukturyzację. Kolejnym podobieństwem jest zbliżona populacja obu krajów. Oczywiście są duże różnice gospodarcze, ale zakres problemów jest zaskakująco podobny. Jadąc tam, spodziewałem się dużo większych różnic.
Z jakimi problemami styka się menedżer z Europy?
Przede wszystkim jest się organizmem przeszczepionym. Trzeba pozyskać współpracowników, nie tylko od strony menedżerskiej, ale też od strony kulturowej. Trzeba zrozumieć, co się tam dzieje, jak oni funkcjonują, jak żyją,...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta