O tym, jak zostałem aresztowany
Powstała osobliwa sytuacja, w której media i opinia publiczna pomyliły jednego Macieja Z. z drugim Maciejem Z., a następnie znaczna część tzw. komentatorów przypisała obu rzeczy, których nie zrobił żaden z nich.
Zaczęło się dość niepozornie – od maila zaniepokojonego klienta wysłanego do sekretariatu kancelarii. Pan Adam dopytywał się w nim, czy zostałem zatrzymany przez policję. Przyznam, że pytanie wydało mi się dość oryginalne. Przez prawie 15 lat wykonywania zawodu adwokata klienci pytali mnie o wiele różnych osobliwych rzeczy. Ale czy sam zostałem zatrzymany? Tego jeszcze nie było. Odpisaliśmy więc krótko, że nie, nie zostałem zatrzymany, i wróciłem do swoich zajęć. Wydawało mi się, że jeśli zostałbym zatrzymany, to jednak coś na ten temat powinienem wiedzieć. Wtedy jednak jeszcze nie przeczuwałem, co czeka mnie w ciągu kilku najbliższych dni. Zdecydowanie też nie miałem pojęcia, że właśnie rozpoczyna się jedna z najdziwniejszych historii mojego zawodowego życia.
Jak się później okazało, kilka godzin wcześniej jeden z poczytnych i szanowanych portali opublikował tekst zatytułowany: „Znany adwokat Maciej Z. trafił do aresztu. W tle podrzucanie amunicji, dokumentów i kradzież tożsamości”. Artykuł w sposób sensacyjny opisywał zarzuty, które były formułowane wobec zupełnie nieznanego mi, ale jak się okazało rzekomo znanego dziennikarzom, warszawskiego adwokata Macieja Z. Z...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)