Rozbroić rosyjską bombę
Rozliczenie przeszłości jest dla Ukrainy jedynym sensownym wyjściem. Stanowi ono sposób na odebranie Rosji narzędzia propagandowego, za pomocą którego Moskwa dorabia prozachodnim siłom na Ukrainie faszystowską gębę – pisze publicysta „Rzeczpospolitej".
Ukraina nie jest w stanie uciec od polityki historycznej. Mimo że zapoczątkowaną na kijowskim Majdanie rewolucję wywołały problemy bieżące – przede wszystkim oddalanie się perspektyw na poprawę społeczno-gospodarczej sytuacji kraju – to przeszłość pozostaje ważnym politycznym punktem odniesienia. Nie trzeba zresztą jechać na Ukrainę, żeby się o tym przekonać. Wystarczy chociażby śledzić to, co się dzieje w polskich mediach.
Trudny gest
Kilka dni temu na antenie Polsat News odbyła się dyskusja z udziałem jednego z liderów Ruchu Narodowego Roberta Winnickiego oraz prezesa Związku Ukraińców w Polsce, historyka Piotra Tymy. Właściwie obaj rozmówcy doszliby do porozumienia, gdyby nie jedna sprawa – Tyma nie chciał potępić ideologii ukraińskiego nacjonalizmu, w imię której UPA dokonywała ludobójczych aktów podczas drugiej wojny światowej. A Winnicki zgadzając się ze swoim adwersarzem, że w tamtych dramatycznych czasach zbrodnie popełniali zarówno Ukraińcy na Polakach, jak i Polacy na Ukraińcach, wyraźnie zaznaczył, że chodzi mu o ustosunkowanie się do stanowiącego uzasadnienie dla rzezi wołyńskiej programu ówczesnych ukraińskich środowisk...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

