Kino lubi obcego
Katarzyna Klimkiewicz mówi o nominacji do Europejskiej Nagrody Filmowej i swym debiucie fabularnym
Rz: „Hanoi-Warszawa” to kolejny, po „Mojej krwi” Marcina Wrony, film, którego bohaterami są wietnamscy emigranci. Co się stało, że artyści zaczynają dostrzegać problemy mniejszości w Polsce?
Katarzyna Klimkiewicz: Środowiska emigranckie stają się już częścią naszego życia. Oboje – i ja, i Marcin – mieszkamy na Saskiej Kępie w pobliżu dawnego Stadionu Dziesięciolecia, gdzie od dawna czuje się wielokulturowość stolicy.
Studiując kilka lat w Wielkiej Brytanii i Holandii, poznała pani uczucie obcości?
W studenckim kampusie żyje się jak w oazie, ale w Amsterdamie postanowiłam zostać na stałe, gdy skończyło mi się roczne stypendium. Wyrobienie pozwolenia na pracę trwało miesiącami, zarabiałam więc nielegalnie jako sprzątaczka. Uparłam się, że wytrzymam. Dla Włochów, Anglików wszystko było łatwiejsze. To budziło w człowieku sprzeciw, poczucie niesprawiedliwości. Zrozumiałam, co to znaczy być obywatelem drugiej kategorii. A przecież...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
