Historia o dwóch drzewkach
Był sobie w Białogardzie pewien właściciel nieruchomości. Na tej nieruchomości rosły sobie drzewa. Ot, nic wielkiego, drzewa jak drzewa.
Pewnego dnia do drzwi zapukali panowie od konserwatora przyrody, którzy oznajmili, że dwa z tych drzew – klon szypułkowy i dąb zwyczajny – to pomniki przyrody, a oni przyszli zamocować stosowne tabliczki.
Właściciel terenu panów wpuścił, może się nawet ucieszył – wszak to miło mieć na swoim terenie pomnik przyrody. Panowie nadmienili jednak, że obowiązek opieki nad pomnikami spoczywa na nim. I nikt mu w tym nie pomoże. Taka jest litera prawa. Drzewa rosły, rosły, aż zachorowały....
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)