Unia patrzy na stracony Belgrad
Zwycięstwo Tomislava Nikolicia w wyborach prezydenckich niekoniecznie przyniesie zwrot w Serbii. Z pewnością dowodzi jednak upokorzenia besserwisserstwem Zachodu
Wydawało się, że lider konserwatywno-narodowego ugrupowania nie miał szans na zwycięstwo. Ukazywały to sondaże, w których chwilami miał o kilkanaście punktów procentowych mniej niż rywal.
Mimo to polityk, początku lat 90. związany ze skrajnymi nacjonalistami, pod koniec dekady uwikłany we współpracę z Miloszeviciem, z bogatym dossier kuriozalnych lub brutalnych wypowiedzi, trzeci raz stanął do walki o głosy z młodszym o kilka lat, fotogenicznym Borisem Tadiciem, od roku 2004 stojącym na czele kraju, posiadającym ładną kartę opozycyjną z czasów Miloszewicia i cieszącym się warunkową, lecz wierną sympatią medialnego mainstreamu. Nikolić nie zaproponował Serbii, trapionej zapaścią gospodarczą i 25-procentowym bezrobociem, żadnych cudownych...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)