Wątpliwe szczęście Ksawerego Pruszyńskiego
Korespondencja
Stefania Kossowska, wspaniała pani zajmująca się przez długie lata w Londynie skomplikowanymi sprawami naszej emigracyjnej kultury. To były dziesiątki listów do mnie (mimo łatwiejszego sposobu komunikowania się za pośrednictwem telefonów na koszt Amerykanów), to były sprawy jej felietonów i recenzji pisanych dla RWE, to były sprawy londyńskiej Nagrody „Wiadomości”, której ja byłem jednym z członków jury, ona zaś sekretarzem jury, to były sprawy dwutygodnika, potem miesięcznika „Wiadomości” ukazującego się w Londynie, którego była ostatnim redaktorem naczelnym, sprawy, sprawy, sprawy. Choć nigdy nie spotkaliśmy się osobiście, nad czym pani Stefania biadała w co trzecim liście.
A oto co wygrzebałem. W osiemdziesiątym dziewiątym roku ub. wieku dałem się namówić do napisania wstępu do rozproszonych po prasie emigracyjnej (niewydanych w kraju) publicystyk Ksawerego Pruszyńskiego, których zbiór miał się ukazać (i ukazał się książkowo) w Londynie. Zwróciłem się wtedy do pani Kossowskiej o pomoc – o wskazówki, pomocne materiały.
Wiedziałem, że łączyła ją z Pruszyńskim wieloletnia serdeczna przyjaźń, że nieraz zasięgał jej rady, że ten człowiek – niezwykle spontaniczny, nazbyt ufający ludziom, krewki i prostolinijny, wielokrotnie w ich nieprzerwanej korespondencji czy przy okazji ich spotkań osobistych był przez nią hamowany,...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
