Afganistan: chaos zamiast pomocy
Scena rozgrywa się w małej fabryczce odzieżowej w nowym kompleksie przemysłowym na przedmieściach Kabulu. Postaci to afgański biznesmen, jego wspólnik z Ameryki oraz dumnie wyglądająca urzędniczka amerykańskiej agencji pomocy zagranicznej (USAID) w towarzystwie uzbrojonych ochroniarzy.
Mówi o planach rozwoju małych i średnich firm, chwali sfinansowany przez USAID kompleks budynków i wspomina o 5,4 mld dolarów wydanych przez tę instytucję w Afganistanie od 2002 r. Rozdaje także elegancko wydaną broszurę, która opisuje m.in. powód naszego spotkania: pokazać czołowym publicystom międzynarodowym postępy rozwoju gospodarczego Afganistanu.
Jak na złość fabryczka tego dnia jest prawie pusta. Ceny paliwa i innych surowców są w Kabulu tak wysokie, że nie sposób konkurować z producentami tekstyliów z Indii i Pakistanu. Firma jest więc uzależniona od nieregularnych zamówień na mundury od armii. Równie nieregularnie nadchodzą tkaniny z powodu niesprawnej i skorumpowanej biurokracji celnej. Kiedy urzędniczka USAID zaczyna wyliczać formy pomocy dla afgańskich celników – szkolenia, budowa posterunków, umundurowanie –...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)