Nie chcę tylko pudrować Marzanny
O tym, jakich zmian w procesie inwestycyjnym można się spodziewać do końca tego roku, o zaletach pozwoleń na budowę oraz licznych wadach warunków zabudowy opowiada w rozmowie z Renatą Krupą-Dąbrowską wiceminister infrastruktury i budownictwa.
Tomasz Żuchowski
Rz: Panie ministrze, oglądał pan film „Dzień Świstaka"?
Tomasz Żuchowski: Tak, oglądałem.
Pytam nie bez powodu. Główny bohater przeżywa stale ten sam dzień swojego życia. Odnoszę wrażenie, że podobnie jest w procedurach budowlanych. Kolejni ministrowie zapowiadają reformę, następnie powstaje projekt, w mediach jest wokół niego dużo szumu, a następnie trafia on do kosza. I tak od lat. A jak będzie tym razem? Będzie kolejny projekt i kosz?
Zdaję sobie sprawę, że od wielu lat tak jest. Mówi się, powołuje zespoły, przygotowuje projekty, a potem się okazuje, że nic z tego. Moim zdaniem potrzebne jest porozumienie ponad podziałami. Nie może być tak, że przychodzi kolejna ekipa i zaczyna od początku.
A może reforma w ogóle nie jest potrzebna? Przecież inwestorzy nie funkcjonują w próżni, są przepisy, orzecznictwo, praktyka, a po statystyce Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego widać, że w Polsce się buduje, i to sporo.
Ludzie w danej rzeczywistości zawsze jakoś, lepiej lub gorzej, funkcjonują. To nie zmienia faktu, że reforma jest niezbędna. Nie może się jednak sprowadzać do czystej kosmetyki, musi być gruntowna i przemyślana. A mianowicie taka, która wyeliminuje wszystkie rafy.
Jakie rafy ma pan na myśli?
Pierwszą, na którą natykają się budujący, jest scalanie...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
