Na razie bezkarnie marzę
Tomasz Cyz o tym, dlaczego muzykolog postanowił zostać reżyserem
RZ: Zdecydował się pan na reżyserski debiut. To wyraz pokory wobec opery czy raczej młodzieńczej odwagi, by nie powiedzieć bezczelności?
Tomasz Cyz: – Oczywiście, że bardziej to drugie. Czuję się trochę jak barbarzyńca, zwłaszcza że wraz z dyrygentem Łukaszem Borowiczem zdecydowaliśmy się na delikatne cięcia w warstwie muzycznej „Rusałki”. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że przed nami dokonywali ich także inni realizatorzy.
Myślał pan od dawna o tym, żeby się zmierzyć z reżyserią, czy po prostu otrzymał konkretną propozycję z Teatru Wielkiego w Łodzi?
Marzenia drzemały we mnie od dawna, o reżyserii myślałem jeszcze w liceum. Gdy zaś w życiu zawodowym zacząłem wnikać w świat opery, wiedziałem, że jeśli kiedykolwiek trafi mi się taka szansa, skorzystam z niej tylko wtedy, gdy będę mógł zrealizować...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
