Środki z Unii Europejskiej zamiast planu Marshalla
Hanna Gronkiewicz-Waltz | W trudnych warunkach początku transformacji udało się nam osiągnąć wysoki wzrost gospodarczy.
Rz: Gdzie zastały panią wybory w czerwcu 1989 r.?
Hanna Gronkiewicz-Waltz: Byłam adiunktem na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. W Warszawie głosowałam na dwie osoby – Ryszarda Bugaja i panią doktor Marię Sielicką-Gracką. Z Komitetu Obywatelskiego oczywiście.
Jakie nadzieje wzbudziły w pani wyniki?
Cieszyliśmy się wszyscy, że wolne wybory do Senatu zakończyły się pełnym zwycięstwem. Miałam nadzieję, że to jest ta chwila, kiedy wreszcie będzie można zmienić nasze życie, choć przecież wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, jak daleko ta zmiana pójdzie, na ile wystarczy nam determinacji i siły. Ale są sytuacje, które nie pozwalają się wycofać i w ten sposób zezwolić na powrót „starego". I to była jedna z takich chwil.
Miałam nadzieje i obawy. Nie do końca czułam, że to koniec tamtej epoki. Był wielki optymizm, ale i niepokój. Przecież istniał wtedy...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

