Sądy nie są od przepisywania ustaw
Mirosław Wróblewski | Polscy sędziowie literalnie rozumieją przepisy. Często brakuje im refleksji, czemu ma służyć dana regulacja prawna. Europa podąża nieco inną drogą.
Rz: W Sądzie Najwyższym zapadł ciekawy wyrok. Rzecznik praw obywatelskich wniósł skargę kasacyjną w sprawie 85-letniego klienta Banku Pekao SA, któremu nie pozwolono skorzystać z toalety w banku.
Mirosław Wróblewski: To prawda. Wyrok rzeczywiście jest ciekawy i nie chodzi tu o dostęp do ustępu, jak nagłośniły sprawę niektóre media, ale o proobywatelską wykładnię przepisów.
Profesor Irena Lipowicz w swojej skardze powołała się na przepisy kodeksu cywilnego mówiące o ochronie dóbr osobistych, konstytucyjną ochronę życia prywatnego, ale także na art. 30 konstytucji dotyczący godności. Sąd Najwyższy orzekł, że bank jako instytucja użyteczności publicznej ma obowiązek udostępniania swoich toalet klientom. Prawo to wywiódł właśnie z poszanowania ludzkiej godności. Taki wyrok jest godny uznania.
Dlaczego?
Bo taka wykładnia prawa nie była wcześniej oczywista....
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
