Borsuk i dziewięćdziesiąt cztery krowy
Borsuk i dziewięćdziesiąt cztery krowy
FOT. MIECZYSŁAW ŚWIDERSKI. Jak Pan trafił do Polski?
BERNARD HINAULT: Jean Floc'h, mój rodak z Bretanii, który od wielu lat jest wspólnikiem pana Wojciecha Mroza z Borku Wielkopolskiego, a moim przyjacielem jeszcze dłużej, poprosił mnie, żebym przyjechał tu z nim na prezentację zawodowej grupy Mróz. Dla mnie jest to pierwsza w życiu okazja do odwiedzenia Polski, zobaczenia, co się dzieje w polskim kolarstwie.
I co pan zobaczył?
Po pierwsze prezentację godną najlepszych ekip zawodowych.
Polska jest krajem, w którym się wiele dzieje. Jak w każdym społeczeństwie, które cierpiało i wreszcie odzyskało wolność, wyzwoliło się u was wiele entuzjazmu i inicjatywy. Widać wyraźnie ożywienie w handlu, gospodarce. To samo obserwowałem na terenie Niemiec Wschodnich, gdzie w ciągu kilku miesięcy zmieniło się bardzo wiele. Te zmiany widać także w sporcie.
Do Polski przyjechał pan bez paszportu. Często się to panu zdarza?
Kiedyś poleciałem do Stanów Zjednoczonych z przeterminowanym od dawna paszportem. Nic się nie stało. Zapłaciłem 10 dolarów i nie tylko mnie wpuścili, ale też mogłem spokojnie wyjechać. Widocznie moja twarz budzi zaufanie.
Smakowały panu wędliny z Borku?...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
