Równość, kobiety, parytet
Po Polsce krąży widmo parytetu. Dokądkolwiek zwrócić wzrok, okaże się, że kto chce być postępowy, europejski, dojrzały, powinien popierać parytety.
Piękne to słowo ma się stać znakiem na sztandarze przeciwników społecznych nierówności. Połowa miejsc dla kobiet – słyszę raz po raz. Najpierw na listach wyborczych. A potem? Bóg raczy wiedzieć. W parlamencie i rządzie, i Senacie; w firmach, fabrykach, zarządach, radach nadzorczych. Wszędzie. Dlaczego? Bo mniej więcej 50 procent populacji stanowią kobiety.
W latach 30. XX w. Simone Weil zauważyła, że w żadnym innym ustroju w dziejach pseudopojęcia nie robią tak szybko kariery jak w demokracji masowej. To...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)