Madonna tańczy z Jacksonem
Nie kala świętości. Chwilami drażni kiczem. Wciąż jest bezkonkurencyjna, choć to tournée wypada słabiej niż poprzednie
Najbardziej podobała mi się ostatnia prowokacja Madonny: z okularami. Królowa popu, dyktatorka mody, ikona wiecznej młodości, kochanka idealna, prowokatorka doskonała założyła duże, czarne i brzydkie, niemal babcine okulary. Patrzcie, zdawała się mówić, być może już za kilka lat zobaczycie we mnie starszą panią, ale wciąż jestem świetna. I pozostanę najlepsza. Na dowód tego ruszyła w transowy taniec w rytm „Give It 2 Me”. Lekko wirowała w powietrzu, ledwie dotykając parkietu, wyginając ciało w układach breakdance’owych z towarzyszeniem kilkunastu o wiele młodszych tancerzy w czarnych kostiumach i białych opaskach.
Tańczyła na ich czele jak Jackson w „Thrillerze”. Ale uśmiechnięta, zrelaksowana. Po kilku słabszych momentach wieczoru nareszcie była sobą. Śpiewała hedonistyczny hymn o krótkich chwilach radości. Już podczas „Frozen” poczuła się...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
