Komu jeszcze zagraża Moskwa?
Rada Państw Morza Bałtyckiego może stać się formatem skoordynowanej odpowiedzi „podobnie myślących” państw regionu na zagrożenia hybrydowe Rosji – mówi Piotr Szymański, analityk z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Kończy się polska prezydencja w Radzie Państw Morza Bałtyckiego. Teraz w Sopocie spotykają się jej ministrowe spraw zagranicznych. Jak Pan ocenia znaczenie tego forum dla bezpieczeństwa regionalnego?
Rada Państw Morza Bałtyckiego (RPMB), zrzeszająca Polskę, Niemcy, państwa bałtyckie i nordyckie oraz Unię Europejską, ma unikalny potencjał w tym kontekście. Jest organizacją z ponad trzydziestoletnim doświadczeniem regionalnej współpracy. Posiada też własne struktury: rotacyjną prezydencję, Stały Sekretariat Międzynarodowy, Komitet Wyższych Urzędników, a także cztery grupy robocze. Wiodącą rolę w Radzie odgrywają resorty spraw zagranicznych. Jeżeli spojrzymy na kilkadziesiąt różnych formatów współpracy obszaru nordycko-bałtyckiego, to RPMB jest de facto jedyną organizacją wysokiego szczebla łączącą wszystkie demokratyczne państwa regionu. Zbliżają nas wspólne wartości i interesy wobec Rosji, Ukrainy czy zagadnień bezpieczeństwa europejskiego. Warto zaznaczyć, że w przypadku RPMB nie chodzi o kwestie obronności, bo te zarezerwowane są dla NATO, a o aspekty pozawojskowe.
Czy zatem Rada może służyć reagowaniu i budowaniu odporności na różnego typu zagrożenia, w tym rosyjskie działania hybrydowe?
Rada powstała w 1992 r. celem rozwoju regionalnej współpracy...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)