Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.

Szukaj w:
[x]
Prawo
[x]
Ekonomia i biznes
[x]
Informacje i opinie
ZAAWANSOWANE

Z dziejów sejmowego warcholstwa

15 stycznia 2014 | Rzecz o prawie | Agnieszka Lisak
Agnieszka Lisak
źródło: archiwum prywatne
Agnieszka Lisak

Gdy oglądam telewizyjne wiadomości, nieraz odnoszę wrażenie, że cofam się do epoki pana Paska - pisze Agnieszka Lisak, radca prawny.

Prywata, warcholstwo i deliberowanie nad sprawami, o których nikt nie ma pojęcia. Brakuje tylko podgolonych głów i machania szablami. Reszta bez zmian – żałośnie, jak drzewiej bywało. Zapraszam zatem na spacer po dawnych sejmowych salach, by zobaczyć Polaków portret własny.  Będzie i strasznie, i śmiesznie, a przy tym niebezpiecznie.

W XVII w. nie było wątpliwości: Bóg najpierw stworzył Polskę, a potem resztę świata. Byliśmy gwiazdą wskazującą drogę innym narodom, w niebie mówiono językiem Reja. Gdy inne narody toczył rak absolutyzmu, u nas niczym egzotyczny kwiat kwitła demokracja szlachecka. Jej źrenicą była zasada liberum veto, niepozwalająca podjąć na sejmie uchwały bez zgody wszystkich posłów. Bo przecież każdy szlachcic w Polsce miał takie same prawa i jego głos liczył się na równi z innymi. Początkowo przestrzegano jej ze względną skrupulatnością, czasami przymykając oko na protesty pojedynczych oponentów. W 1652 r. poseł Siciński wykrzyczał swoje najgłośniejsze w historii liberum veto i od tego czasu zasada ta...

Dostęp do treści Archiwum.rp.pl jest płatny.

Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.

Ponad milion tekstów w jednym miejscu.

Zamów dostęp do pełnego Archiwum
Wydanie: 9738

Wydanie: 9738

Spis treści
Zamów abonament