Dwie strony polskiej martyrologii
Polski żołnierz, zwłaszcza podczas ostatniej wojny światowej, był żołnierzem wyzutym z ojczyzny. Dziś ma czym i czego bronić.
W polskim wojsku mierzymy się nie tylko z martyrologią. Gdyby to była sama martyrologia, problem byłby niewielki. W każdym kraju o choć minimalnej tradycji militarnej jest ona w centrum historii. To w jakimś sensie nasze obciążenie gatunkowe, że przegranych cenimy na równi, a nawet bardziej od zwycięzców. Powaga, dramatyzm śmierci lubi wygrywać z sytym poczuciem wygranej. Przykłady? By oszczędzić sobie wracania do średniowiecza czy antyku, wspomnę o roli Alamo w mitologii amerykańskiej, świątyni Yasukuni w japońskim Tokio czy o naszych powstańcach warszawskich.
Nie ma głośniejszego symbolu ofiarności i odwagi w amerykańskiej tradycji wojskowej niż heroiczni obrońcy Alamo, małego fortu na przedmieściach San Antonio w Teksasie. To właśnie tam, w murach starej misji, na przełomie lutego i marca 1836 r. zbuntowani Teksańczycy bronili się przed liczącym 3 tys. żołnierzy oddziałem wojsk meksykańskich generała Santa Anny. Obrona teksańskich Termopil...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)