ETS i okno politycznej szansy
W obecnych warunkach wprowadzenie rozwiązań, które dodatkowo podnoszą koszty życia Europejczyków, można uznać za strategię na granicy gospodarczej autodestrukcji – mówi dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku i wykładowca UW.
Prezydent postuluje referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej, a PiS przedstawia projekt projekt ustawy o wyjściu z Europejskiego Systemu Handlu Emisjami (ETS). Jak ocenia pan udział Polski w tym systemie?
Polska jest państwem, dla którego koszt ETS jest szczególnie wysoki, ponieważ nasza energetyka przez lata była oparta przede wszystkim na węglu. Cena emisji CO2 bardzo mocno wpływa na koszty wytwarzania energii i konkurencyjność polskiego przemysłu. Nie powiedziałbym jednak, że ETS jest mechanizmem, który „nie działa”. Emisje w sektorach objętych tym systemem rzeczywiście spadają. Ale wysoka cena CO2 jest dla nas nie tylko bodźcem do transformacji, a również kosztem ponoszonym dzisiaj przez energetykę, przemysł i gospodarstwa domowe. Dlatego powinniśmy oceniać ETS nie tylko przez pryzmat ton CO2, które znikają, ale także przez koszt tej redukcji dla gospodarki. I tu jest już gorzej; firmy zamiast się dostosować zaczęły importować z Białorusi, Ukrainy, Turcji czy Chin. W efekcie cierpi na tym krajowa produkcja przemysłowa.
Czy więc ETS szkodzi, czy pomaga polskiej gospodarce?
Gospodarczo na tym systemie tracimy. Bilans kosztów wynika z tego, że od kiedy on funkcjonuje, nie traktowaliśmy transformacji systemu energetycznego jako priorytetu – pomimo najgorszej pozycji startowej w całej UE. W 2010 r., kiedy Komisja chciała...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)