Oryginał i podróbka
Być mu najbliższym, to płynąć po tych samych wodach. Poddawać się działaniu jednakowych prądów, wystawiać na pierwotne, oryginalne niebezpieczeństwa. Nie wystarczy go znać, trzeba się nim stawać.
Powstanie kiedyś z pewnością (a od siebie dodam tylko: im szybciej, tym lepiej) słownik terminów przeinaczonych, zbiór wypaczonych sensów, jakie zagnieździły się w naszym języku. Obok wielu innych przykładów, takich jak „miłość”, „godność”, „humor” czy „cnota” nie może zabraknąć miejsca dla słowa „oryginalność”. Jemu, a więc i nam, którzy się nim posługujemy, wyrządzono niepowetowaną krzywdę. Nabrało pstrokatych barw, irytująco mętnego tonu i nade wszystko: posmaku zupełnie zbędnego wysiłku. Wytężone starania bycia innym niż każdy poprzedni. Pierwszym swego imienia, oryginalnym.
Tymczasem prawdziwa oryginalność sprowadza się po prostu do bycia najbliższym oryginałowi. Najwierniejszym sługą, a nie najbardziej...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)