Odyseusz z cudzą etykietą
Naprawdę wierzymy, że „Odyseja” Nolana to metafora wymierzona w bezwzględność Donalda Trumpa? Co jednak byłoby w takim razie odpowiednikiem Troi? Iran? Bez żartów.
Zastanawia intensywność debaty o „Odysei” Christophera Nolana. Czy to hołd składany, także przez oponentów filmu, znaczeniu tego akurat reżysera? Czy może świadectwo aż tak mocnej obecności samego eposu Homera, prawdopodobnie z VIII wieku przed naszą erą, w świadomości czy podświadomości światowej opinii publicznej? Zażartym sporom w mediach towarzyszą setki amatorskich recenzji w internecie. Każdy chce się wypowiedzieć. Opłacało się Nolanowi pozyskać 250 mln dolarów.
Debata dotyczy wierności oryginałowi, prawa do dodawania do adaptacji nowych, współczesnych znaczeń. Takie spory wybuchają przy okazji wielu artystycznych przedsięwzięć, że przypomnę twierdzenie wielkiego teatralnego inscenizatora Petera Brooka, iż każde pokolenie ma prawo do „własnego Szekspira”. Co prowadziło i prowadzi do ciekawych odkryć, ale i do takich ekscesów jak „Hamlet” Kamila Białaszka w warszawskim Teatrze Powszechnym, napisany bardziej przez młodego reżysera niż przez autora. Adaptacje filmowe literatury to jednak co innego niż kolejne wersje teatralne tego samego tekstu. Tak się składa, że dawne filmy i seriale kręcone według „Odysei” były raczej rekonstrukcją przesłań archaicznego autora. Opowieść o królu Itaki, który przez 10 lat wracał do ojczyzny spod zburzonej Troi, by rozprawić się z zalotnikami osaczającymi jego wierną żonę Penelopę, traktowana była z pietyzmem. Z Nolanem jest inaczej.
Polityczny...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
