NATO: walka z czasem
Europejscy sojusznicy potrzebują dwóch–trzech lat, aby uzupełnić luki w uzbrojeniu pozostawione przez Stany Zjednoczone. Rosja uderzy wcześniej?
– Tylko dlatego tu przyjechałem, że gospodarzem spotkania jest Recep Erdogan – oświadczył 7 lipca po przylocie na szczyt sojuszu atlantyckiego w Ankarze Donald Trump.
Sekretarz generalny paktu Mark Rutte zrobił chyba wszystko, aby spotkanie nie skończyło się tragedią. Szczyt skrócono do minimum, podobnie jak długość wniosków końcowych. Rozważano nawet, aby na przyszłość zrezygnować z corocznych spotkań przywódców 32 państw NATO i nie stwarzać okazji do kolejnego kryzysu. Sam Rutte wcześniej poleciał do Waszyngtonu, gdzie w Białym Dom w świetle kamer zaprezentował piękną tablicę zachwalającą „bilion dolarów”, o jaki dzięki Trumpowi europejscy sojusznicy mieli już więcej wydać na obronę.
A jednak amerykański prezydent przyjechał do Ankary w fatalnym humorze. Zaatakował Europejczyków za to, że nie wsparli go w kampanii przeciw Iranowi. Wyżywał się na tych państwach, które jego zdaniem wydają za mało na obronę: dostało się w szczególności Hiszpanom, których Trump uznał za „strasznych ludzi”. Amerykański przywódca wrócił też do swojego żądania przejęcia przez Stany Zjednoczone Grenlandii, co sprowokowało duńską premier Mette Frederiksen do deklaracji, że wyspa „nie jest na sprzedaż”.
NATO 3.0
Dopiero drugi dzień spotkania okazał się lepszy. Z ust Trumpa padła...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
