Gwarancja zapłaty za roboty budowlane jako narzędzie nacisku
Gwarancja zapłaty miała chronić wykonawcę przed ryzykiem braku wynagrodzenia. W praktyce stała się jednak instrumentem, który może wywołać poważne skutki dla inwestora i wpłynąć na przebieg negocjacji.
45 dni to niewiele z perspektywy harmonogramu dużej budowy. Bywa jednak, że wystarcza wykonawcy, by zakończyć wielomilionowy kontrakt. Tyle samo czasu ma bowiem inwestor na przedstawienie gwarancji zapłaty, zanim wykonawca nabędzie prawo do natychmiastowego odstąpienia od umowy.
1. Słuszna idea, poważne konsekwencje
Gwarancja zapłaty została wprowadzona do Kodeksu cywilnego (k.c.) w 2010 roku, w miejsce innego zakwestionowanego mechanizmu. Intencja ustawodawcy była czytelna: ograniczyć ryzyko wykonawców, którzy finansują cudzą inwestycję własnym kosztem, angażując ludzi, sprzęt, podwykonawców i materiały bez realnej pewności otrzymania wynagrodzenia. Ratio legis przepisów jest więc zrozumiałe. Problem polega jednak na tym, że mechanizm zaprojektowany jako ochrona wykonawcy ma daleko idące skutki dla bieżącej działalności inwestora.
Zgodnie z art. 649³ § 1 k.c. wykonawca może żądać od inwestora gwarancji zapłaty w każdym czasie. Nie musi wykazywać, że inwestor opóźnia się z płatnościami. Nie musi udowadniać zagrożenia niewypłacalnością. Nie musi nawet wskazywać konkretnej przyczyny żądania. To odróżnia gwarancję zapłaty od instrumentów, które uruchamiają się dopiero w razie naruszenia umowy albo ziszczenia się określonego ryzyka.
Jeżeli inwestor nie dostarczy gwarancji w wyznaczonym terminie, nie krótszym niż 45 dni, wykonawca może...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)