Brytyjczycy dali się zastraszyć
W czwartek zapewne wygrają przeciwnicy Brexitu. Ale nie dlatego, że nad Tamizą kochają Europę.
Korespondencja z Londynu
– Wmówili nam, że nie potrafimy samodzielnie stanąć na dwóch nogach. Zmiana wymaga odwagi, a nam jej zabrakło. Właśnie dlatego większość ludzi godzi się na pracę na gównianych warunkach. To ten sam mechanizm – Stephen, 50-letni psycholog, nie ukrywa irytacji.
Paul, śniady mężczyzna w tym samym wieku, przytakuje: – Z powodu imigracji jest coraz więcej miejsc w Londynie, gdzie nawet policja nie chce się zapuszczać. Kiedy moi rodzice przyjechali w latach 50. z RPA, mówili po angielsku, chcieli się stać Brytyjczykami. Dziś imigranci mówią w ojczystych językach, nie integrują się. Z powodu Unii straciliśmy kontrolę nad naszym krajem – dodaje.
Topniejąca nadzieja na wyjście z Unii
Mężczyźni dopijają poranną kawę w barze sklepu Sainsbury's przy Cromwell Road. Na stoliku okładka „Daily Telegraph" i bijący czerwonymi literami po oczach apel: „Jeśli referendum w ten czwartek ma być wyborem między strachem i nadzieją, wybierzmy nadzieję".
Ale choć Stephen i Paul nie chcą tego jasno przyznać, już wiedzą: nadzieja jest w odwrocie. Podpowiada to sama gazeta, publikując znacznie już mniejszym...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
