Biegnij, możesz wszystko
Oscar Pistorius, biegacz na protezach, o walce o prawo do startów, codzienności i przerwanych wywiadach
Rz: Sportowcy dają imiona swoim nartom, bolidom, rozmawiają z tyczką. Protezy też trzeba oswoić i być dla nich miłym?
Oscar Pistorius: Może jestem przyziemny, ale ja je traktuję jak buty. Zwyczajnie, żadnych zdrobnień i czułości. O kilku protezach, które mam, mówię: nogi do biegania, nogi do chodzenia, nogi na siłownię. Albo: dziś mam wyjście, to założę nogi eleganckie.
A rano je zmienię na nogi do gry w golfa? Słyszałem, że właśnie pan dostał taką parę.
To są nogi codzienne, ale tak ulepszone, że pozwalają też grać w golfa. Mają przy stopach gumowe kulki, które się obracają. Rodzajów protez jest mnóstwo. Miejsce łączenia z nogą wygląda we wszystkich tak samo, ale już poniżej kolan – pełen wybór. Każdy chce czego innego. Jeden – żeby jego nowe nogi dobrze przekazywały energię, inny – żeby były wytrzymałe, wygodne. No i ładne, to jest często pierwsza prośba kogoś, kto stracił nogi. A wszystkiego w jednej parze protez się nie pomieści. Moje nogi do biegania są niewygodne w codziennym życiu. Te, w których mogę grać w golfa, są za ciężkie, by wyjść w nich na jogging. Te, które mam na sobie podczas tej rozmowy, codzienne, to model dla ludzi bardzo aktywnych. Nie są może szczególnie komfortowe, ale lubię je. I mam jeszcze parę do zajęć na siłowni, bardzo mocną, zrobioną na kogoś, kto waży 120 kg. Ale staram się nie...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)