Igrzyska dobrej woli
A właściwie ich kierowcy. Przyjechali ze wszystkich stron kraju, od Neapolu po Wenecję. Nie wszyscy wiedzieli, że w zimie na górskich drogach warto mieć ze sobą łańcuchy, mylili zjazdy z autostrad, upierali się, że będą otwierać drzwi wtedy, kiedy chcą, nawet jeśli czekał już tłum chętnych. To były ich igrzyska: górskie areny położone były o dwie godziny drogi od Turynu. Zawieszone na dworcach reklamy, obiecujące, że "Emocje zaczną się od podróży", dobrze przepowiadały przyszłość. Jeden z polskich dziennikarzy nie w porę zrecenzował pracę kierowcy słowem uważanym również w okolicach Turynu za obraźliwe. Włoch wziął to sobie mocno do serca i skończyło się bitwą. Policja przyznała rację Polakom.
BIATLON.Zastąpił biegi narciarskie w roli dopingowej czarnej owcy. Na tych igrzyskach to biatlonistka musiała oddać medal po kontroli (Olga Pylewa), a w kwaterze austriackiej kadry carabinieri odkryli skrzyżowanie apteki z oddziałem intensywnej terapii. Znalezione leki wskazywały, że biatloniści to ludzie nie tylko...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)



